She’s just a girl and she’s on fire
Hotter than a fantasy, lonely like a highway
She’s living in a world and it’s on fire
Filled with catastrophe, but she knows she can fly away
Budzik na moim zegarku wybił 7:00. Niechętnie wygrzebałam się spod ciepłej pierzyny i poszłam wziąć szybki prysznic. Harry jeszcze spał więc nie chciałam go budzić zresztą i tak bym nie miała serca tego zrobić. Ćwiczyli wczoraj z kolegami do późna, od roku ciężko pracują nad materiałem na swoją 1 solową płytę. Zawsze gdy mam trochę wolnego czasu chodzę aby ich posłuchać, są naprawdę nieźli w te klocki a gdy słyszę głos mojego narzeczonego po prostu się rozpływam. Promienie letniego słońca oświetliły twarz chłopaka, wyglądał tak uroczo i bezbronnie. Zrobiło mi się przykro, że muszę go zostawić, niestety dzisiaj czekała mnie ciężka operacja i musiałam się skupić tylko na niej. Od jej przebiegu zależało życie jednego z pacjentów. Wypiłam kawę a po chwili byłam już w drodze do szpitala. Moje życie odkąd zostałam chirurgiem przypominało jedną wielką gonitwę, czasami dziwiłam się jak Hazz może ze mną wytrzymywać przy takich obrotach teraz wiem , że kocha mnie nad życie. Udowodnił to gdy w naszej placówce medycznej jakiś świr podłożył bombę. Zostałam sama wraz z małą dziewczynką w jednej z sal. Drzwi były zamknięte, ktoś zablokował je od zewnątrz. Myślałam, że to koniec, przytuliłam rude maleństwo do swej klatki cicho łkając. Nagle do środka wpadł Styles. Loczek złamał polecenie szefa policji aby tylko mnie ratować... Uśmiech zawsze pojawiał się na mojej twarzy gdy przypominam sobie tamten dzień... Weszłam do pokoju lekarzy zastając w środku Agatę. Agata była moją najlepszą przyjaciółką. Znałyśmy się jeszcze z czasów podstawówki i zawsze mogłyśmy na siebie liczyć.
- Hej Wiki - ziewnęła popijając kubek parującego ciemnego napoju.
- No cześć, cześć - rzuciłam szybko biorąc w dłonie akta pacjenta - Agata przepraszam cię ale nie mam dziś czasu na pogaduszki - spojrzałam na przyjaciółkę przepraszającym wzrokiem i szybkim krokiem skierowałam się do gabinetu znienawidzonego szefa a w zasadzie przełożonego. Nowy ordynator panoszył się wszędzie niczym król na swoich włościach. Z całego serca czułam do niego obrzydzenie. Nie odpuścił żadnej pracownicy, każdą podrywał bez względu na wiek. Zapukałam a po chwili znalazłam się w środku stojąc twarzą w twarz z mężczyzną o małych żabich oczach. Uśmiechał się tryumfalnie jakby właśnie kogoś przeleciał. Nie zdziwiłabym się wcale gdyby okazało się to prawdą.
- Pani Wiktoria, jak miło Panią znowu widzieć - ściągnął brwi do siebie a na jego wysokim czole pojawiła się bruzda - co Cię do mnie sprowadza - odparł chłodniejszym tonem
- Chciałam tylko poinformować, że zaraz zaczynamy wspólną operację - założyłam kosmyk włosów za ucho wbijając wzrok w jego ciemne źrenice
- Ty i Ja... Ja i Ty... Cóż za niespodzianka - wymruczał zbliżając się w moją stronę. Aktorem był znakomitym to mu trzeba było przyznać, zrobiłam kilka kroków w tył. Zacmokał kręcąc głową - nie uciekaj - łobuzerski uśmiech błądził na jego ustach gdy opuszkami palców gładził mój policzek. Odsunęłam się jeszcze lecz niestety moje plecy natrafiły na opór. Namacałam dłonią klamkę i czym prędzej stamtąd uciekłam. - Boże co za parszywy dupek - mruknęłam przemierzając korytarz.
- Dzień Dobry Pani doktor - młoda kobieta zatrzymała mnie torując drogę
- W czym mogę pomóc - byłam tak wściekła, że nie miałam ochoty z nikim na rozmowę
- Będziecie operować dziś mojego męża i chciałam wiedzieć - głos jej się załamał a z oczu popłynęły słone łzy. Westchnęłam cicho. Objęłam ramiona kobiety spoglądając w jej zapłakane oczy - Proszę mnie uważnie posłuchać... wszystko będzie dobrze - te ostatnie słowa wypowiedziałam nieco głośniej po czym obróciłam się na pięcie i zniknęłam w głębi korytarza. Przymknęłam powieki opierając się o ścianę, marzyłam aby ten dzień dobiegł już ku końcowi. Po kilku głębokich oddechach weszłam na blok operacyjny. Włożyłam odzież ochronną następnie dokładnie wyszorowałam ręce. Zacisnęłam zęby i z bólem serca podeszłam do stołu. Pacjent był już pogrążony w narkozie.
- Więc jak Pani doktor zaczynamy zabawę - naprzeciwko stanął ordynator. Większego chama jak on nie znałam. Pokiwałam głową nic nie mówiąc. Chwyciłam skalpel i nacięłam linię na skórze mężczyzny, miałam go rozkroić ale moja dłoń trzęsła się jak galareta. Nie wiedziałam co się dzieje. Obraz przed moimi oczyma rozmywał się a ja powoli spadałam w ciemność...
Super rozdział, jak ja uwielbiam pania doktor.
OdpowiedzUsuńNie mogę się już doczekać kolejnego.
Wstawiaj szybko
Zajebistee <33333333333 nie mogę się doczekac nn!!;)))) x
OdpowiedzUsuńświetne! c.d jak najszybciej prosze! ^^
OdpowiedzUsuń