środa, 11 grudnia 2013

Chapter 1

''It's a beautiful life, It's a sweet life
It's my life, it's your life
Tonight's the night that we gonn set i t right
Live in the day light and dance through the night
The sun is out and the moon is asleep
It don't matter where you are the world's at your feet
Have some fun and get loose with me
Let it in your heart and set yourself free''



Moje życie przypominało bajkę, nie jedna osoba w moim wieku chciałaby tak żyć. Kupa pieniędzy, luksusowe samochody a do tego piękne kobiety po prostu istny raj. Dopaliłem papierosa i wsiadłem do swojego czarnego Astona Martina. Zapach skóry podrażnił moje zmysły, kochałem ryzyko ponad wszystko, taki zastrzyk adrenaliny zawsze sprawiał, że krew w moich żyłach szybciej wrzała. Odpaliłem silnik rozkoszując się mruczeniem silnika , nacisnąłem pedał gazu uwalniając pełną moc mojego maleństwa. W przyszłym tygodniu miał się odbyć wyścig oczywiście  nielegalny... zamierzałem go wygrać i pokazać kto jest mistrzem kierownicy temu dupkowi Bowerowi. Jechałem coraz szybciej podniecając się możliwościami tego cacuszka, reagował momentalnie na każdy mój ruch.. nawet ten najdelikatniejszy. Ten wózek z pewnością doprowadzi mnie do sobotniego zwycięstwa. Zatrzymałem się pod ogromną willą, otworzyłem drzwiczki rozglądając się wokoło... O tej porze pełno tu było nieproszonych gości. Upewniwszy się, że jestem sam wyszedłem na zewnątrz. W kieszeni jeansów znalazłem klucze od drzwi wejściowych...

Wolnym krokiem przemierzałem ogromny hol... w powietrzu wciąż unosił się zapach ostrych perfum niewątpliwie należący do pięknej modelki z którą miałem zaszczyt spędzić wczorajszą noc. Uśmiechnąłem się na samo wspomnienie jej boskiego ciała w skąpej bieliźnie, była niezła w te klocki i wiedziała o tym doskonale robiąc ze mną to na co tylko miała ochotę. Była dominatorką a ja nie protestowałem wręcz przeciwnie podobało mi się to. Rzuciłem czarną skórzaną kurtkę na sofę i nalałem do szklanki trochę whiskey, słońce powoli chowało się za horyzont ustępując drogę nocy...Jak byłem mały tata zabierał nas na wielką polanę skąd rozciągał się przepiękny widok na miasto całe skąpane w blasku ulicznych latarni. Ten widok zawsze zapierał mi dech w piersiach.. zresztą ktoś kiedyś powiedział: Noc ma w sobie tą magię, której dzień nigdy nie będzie miał... zgadzam się całkowicie z tymi słowami. Odwróciłem się na pięcie przełykając resztkę cierpkiego trunku i zbliżyłem się do wysokiej brunetki, która właśnie pojawiła się w salonie. Miała długie włosy sięgające jej niemal do pasa, duże brązowe oczy oraz kilka piegów na nosie, które dodawały jej uroku. Uśmiech błądził po mojej twarzy podczas gdy z uwagą obserwowałem każdy jej ruch, dziewczyna poruszała się z duża gracją nic więc dziwnego, że to właśnie ona została wybrana miss universum. Oblizałem wolno wargi obejmując ją w talii, jej ciało idealnie pasowało do moich dłoni, zsunąłem materiał opinający jej talię i wziąłem ją na ręce. Obdarowywała pocałunkami każdy milimetr kwadratowy mojej szyi rozpinając przy tym guziki jedwabnej koszuli, delikatne pomruki wydobywające się z mojego gardła świadczyły o tym, że jest mi dobrze...
                             
                                                                          ***
Promienie słońca wdarły się do mojej sypialni oświetlając twarz śpiącej obok mnie dziewczyny, leżałem oparty na dłoni i obserwowałem jej spokojny sen. Wyglądała tak niewinnie niczym mała dziewczynka śniąca o swoim rycerzu śpieszącym wyzwolić ją z ogromnej wieży. Uśmiechnąłem się do siebie całując jej policzek. Wstałem z łóżka kierując się do łazienki, wciągnąłem na siebie świeże ciuchy i zbiegłem na dół. Przy kuchennym blacie sprawdziłem pocztę nie mogąc uwierzyć własnym oczom w jedną z wiadomości głoszącą, że wyścig, który miał się odbyć już za 6 dni został przeniesiony do Polski. - To chyba jakiś żart - chwyciłem pustą szklankę i cisnąłem ją z całej siły o ścianę. Szkło rozprysło się na miliony małych kawałków. Usłyszałem tupot bosych stóp... - Lou wszystko w porządku - brunetka spojrzała na mnie przerażona
- Tak wszystko z wyjątkiem tego, że chcą mnie wykończyć - tym razem talerz leżący obok wylądował na kafelkach, wpadłem w jakąś furię rzucając tym co nawinęło mi się pod rękę
- Louis - zaczęła ostrożnie - kochanie uspokój się - jej delikatne dłonie objęły moją twarz -  powiedz mi co się stało
- Bower... Bower się stał - syknąłem - doskonale wie, że nigdy nie byłem  w Polsce i nie znam tamtych dróg...
- Skarbie masz jeszcze parę dni żeby tam pojechać i zapoznać się z trasą wyścigu - jej usta odnalazły moje... to ona była moim skarbem... czasami brało mnie obrzydzenie do samego siebie w końcu kto zdradza tak wspaniałą kobietę...
- Masz rację - szepnąłem odgarniając włosy z jej twarzy i udałem się pakować swoje rzeczy.
                                                                        ***
Godzinę później siedziałem już w samolocie. Włożyłem słuchawki do uszu powoli odpływając w sen...

3 komentarze:

  1. Nareszcieeee!!<333 BOSKI!!!!!!!
    DZIĘKUJE ZA INFO :)))) xx
    Vicky.

    OdpowiedzUsuń
  2. cudowny rodział , pełen emocji które udzielają się przy czytaniu słów...
    a to świadczy , że ten tekst jest nimi przepełniony...
    gratulacje i oby tak dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział
    Nie mogę się już doczekać kolejnego.
    Szybko wstawiaj next

    OdpowiedzUsuń